wtorek, 12 marca 2013

pierwsze - spod dywanu wymiecione

Czasami myślę, że świat zatrzymał się w miejscu i tylko ja biegnę do przodu i zawadzam o kolejne dni. I nie dlatego tak myślę, że jestem taka wspaniała i ponadczasowa. Niestety. Refleksje przychodzą wówczas, gdy zauważam, iż biegnę brnąć w błotnistej drodze. Sucha nawierzchnia została kilkadziesiąt kilometrów za mną. Dekadę świetlną. Ale dosyć marudzenia.
Co mnie tu przywiodło? Blog faceta po trzydziestce. Pisze tak, że hmm - majtki spadają ze śmiechu. Tak dobrze i humorystycznie. To rzadkość, aby facet umiał z takim dystansem... i nie krzyczcie, nie bijcie. Każdy z nas ma swoje własne obserwacje. Ja niestety mam na dokładkę i blizny (w sensie dosłownym także). Mogę uchodzić za sfrustrowaną babę. Co mi tam. Byłam wredną, cyniczną wariatką to takie małe coś mnie nie złamie. Nie po to odnajdywałam siebie w sobie i dla siebie, aby teraz klęczeć i przepraszać.
Na powierzchni trzymają mnie moje wiersze. I moja córka-nastolatka. Chociaż ta ostatnio bardziej mnie przygina do ziemi swoimi wybrykami, ale co nas nie zabije to... tak. kochane dzieci. Mamo, teraz wiem co przechodziłaś co dnia jak ja byłam w wieku mojej córki-nastolatki. Przepraszam.

wiersz na dziś:

[walka z tworzywem]

rozmowa jest łatwa – wiem że słuchasz
z innymi nie umiem otwarcie bez chowania się
za dziesiątą maską której nie zerwie halny
 
do znudzenia powtarzasz pisz o tym co czujesz
a nie pragniesz poczuć

pomaga – nawet jeśli to tylko wbijanie
kilka centymetrów pod ziemię

kolejne kroki stawiam już bliżej powierzchni
 
zwyczajnie o życiu miłości rozterkach i tym co boli
nie wiem jednak czy umiem wyrzucić z siebie patos
wystający z butów niczym palec z dziurawej skarpety
 
ale nie będę uciekać niech będzie jak jest – to nic
tylko próby pokazania czegoś głęboko iskrzącego
wspomnieniem mało radosnym
 
potrafię gotować choć nikt mnie nie uczył
matkę wychowywano bez miłości